Tu się kurowały elity Drugiej Rzeczypospolitej, czyli kresowych kurortów czar

14.02.2014 | Filed under: Публікації

Parki zdrojowe i deptaki Truskawca, Morszyna, Skolego, Jaremcza i Worochty przyciągały elity II RP. – Nasycenie bohemą było w nich nieporównanie większe niż w najsłynniejszych kurortach europejskich, – mówi prof. Stanisław Nicieja, autor książki o kresowych kurortach.

Drugi tom “Kresowej Atlantydy” gotowy. Kolejna część cyklu pióra prof. Stanisława S. Niciei koncentruje się na dziejach pięciu kresowych uzdrowisk, letnisk i zimowisk.

“Dotychczasowa literatura historyczna poświęcona tym miejscowościom – może poza Truskawcem – jest nikła. Stąd też opracowanie niniejsze ma ambicje oryginalnej monografii naukowej. Wiele znajdujących się tutaj faktów, informacji, biogramów i anegdot wydobyłem z niepublikowanych dotychczas materiałów archiwalnych, pamiętników, roczników starych gazet, wspomnień, dziesiątków relacji świadków epoki oraz setek listów i e-maili, które otrzymałem w trakcie pisania książki” – wyznaje autor w przedmowie.

Jak zwykle w swoich publikacjach wiele uwagi poświęca nie tylko historycznym postaciom o wielkich nazwiskach, ale też osobom, które za jego sprawą po raz pierwszy trafią do rejestru historii, a które swoją działalnością przyczyniły się do świetności danego miejsca. Bo prof. Nicieja wiele razy podkreślał – i wciąż się tego trzyma – że historię tworzą nie tylko wielcy i sławni, ale my wszyscy: “Niektórzy tylko historię swojej rodziny, inni swej firmy czy fabryki, szkoły bądź uczelni, wsi lub miasteczka”.

– Piszę nie o rezydencjach czy dziełach sztuki, firmach czy hotelach, ale o ludziach, którzy je tworzyli lub posiadali – podkreśla. – Uważam, że dopiero tak pokazywana historia ma niepowtarzalny urok. Każdy z nas ma szansę wejścia do historii poprzez drobne, choć ciekawe wydarzenia, które jednak ktoś musi zauważyć i opisać. To właśnie staram się robić.

Ta teoria potwierdza się: pierwszy tom “Kresowej Atlantydy” poświęcony ludziom Lwowa, Stanisławowa, Tarnopola, Brzeżan i Borysławia, wydany przez opolskie Wydawnictwo MS Bogusława Szybkowskiego pół roku temu, rozszedł się w ponad dziesięciu tysiącach egzemplarzy i wciąż cieszy się powodzeniem. Promocja tomu drugiego zaplanowana jest na 5 kwietnia.

Rozmowa z prof. Nicieją

Beata Łabutin: Przygotowując się do pisania o kresowych uzdrowiskach, odwiedził pan najwspanialsze europejskie kurorty. Jak wypadło porównanie?

Stanisław S. Nicieja: Przede wszystkim polskie uzdrowiska kresowe są bardziej kameralne i – co tu dużo mówić – biedniejsze, wręcz biedne, bez ogromnych kasyn czy hoteli, ale za to atrakcyjne z innego względu – od strony intelektualnej. Bo tam właśnie bywali polscy intelektualiści i artyści. Nasycenie bohemą było w kurortach kresowych nieporównanie większe niż tych w zachodniej czy południowej Europie. Trzeba pamiętać, że polska inteligencja przełomu XIX i XX wieku to zjawisko zupełnie wyjątkowe w naszej części Europy. Mieliśmy wtedy do czynienia z prawdziwym wysypem wielkich nazwisk, z przyjaźniami literackimi, aktorskimi, inteligenckimi.

Kurorty w zachodniej Europie odwiedzała głównie arystokracja, nasze kurorty kresowe – przede wszystkim inteligencja. Być może Paryż był dla niej nieosiągalny z powodów finansowych. Wybierali więc Truskawiec, jednak nie tylko dlatego, że było tam taniej, lecz także dla spotkań i dyskusji.

– To zacznimy od Truskawca. Kto w nim bywał?

– Pierwszy garnitur aktorów, kwiat polskiej inteligencji, literatury, dziennikarstwa, sztuki. Jeżdżono tam, żeby odpoczywać, ale też by się spotykać, dyskutować, wymieniać poglądy. Ci ludzie mieli potrzebę bycia razem, potrzebę rozmowy.

– Pisze pan, że ówcześni celebryci wręcz wpadali tam na siebie.

– Truskawiec, najwspanialsze uzdrowisko Kresów, był prawdziwą mekką spragnionych zdrowia i urody. Przed II wojną światową był drugim po Krynicy, a przed Ciechocinkiem, najczęściej odwiedzanym i najdroższym polskim kurortem. Przyjeżdżali tam Hanka Ordonówna, Marian Hemar, Włada Majewska, Adolf Dymsza, Aleksander Żabczyński, Jan Kiepura…

– Bywała tu też osławiona Rita Gorgonowa, czyli bohaterka najgłośniejszego procesu w II RP, czego dowodem jest unikatowe zdjęcie, jakie publikuje pan w swojej książce. Jakim cudem wszedł pan w jego posiadanie?

– To fascynująca historia. Po spotkaniu autorskim w nyskim muzeum lwowianka z urodzenia, a dziś mieszkanka Nysy, Krystyna Kurczyńska-Prymar podarowała mi fotografię, która dosłownie mnie zelektryzowała. Pochodziła z lata 1928 roku, a widniała na niej dziewczyna – Rita Gorgonowa. Wręcz piękność! To o niej za trzy lata miała mówić cała Polska. Na razie w truskawieckim parku zdrojowym śliczna 27-latka pozowała do fotografii razem ze swoim domniemanym kochankiem architektem Henrykiem Zarembą, jego chorą psychicznie żoną oraz córką Lusią, swoją podopieczną, o której brutalne zamordowanie dżaganem, czyli toporkiem do rozbijania lodu, oskarży ją prokurator.

– Na tym zdjęciu jest taka pogodna…

– Owszem, ono dokumentuje szczęśliwe, beztroskie chwile. Nikomu widniejącemu na nim nie przyszło wówczas do głowy, że za kilka lat nastąpi taki dramat.

– 1928 rok, kiedy powstało to zupełnie wyjątkowe zdjęcie, to czas świetności Truskawca. Dziś to już kompletnie inny kurort.

– Za czasów Breżniewa Truskawiec rozbudowano zgodnie z sowiecką gigantomanią. Na obrzeżach parku zdrojowego wzniesiono ogromne, wielopiętrowe sanatoria, niszcząc przy tym urocze stare wille, w tym między innymi jedną z najpiękniejszych – utrzymaną w zakopiańskim stylu “Marię – Helenę”, a także budynek słynnego Klubu Towarzyskiego, w którym spotykali się artyści i politycy. W ostatnich latach istnienia Związku Radzieckiego rocznie leczyło się w Truskawcu około 400 tysięcy kuracjuszy. Wzniesiono tam także wielkie dwudziestopiętrowe sanatorium dla ofiar Czarnobyla. Miasto wciąż jest rozbudowywane. Cóż, romantyczny Truskawiec z czasów młodości Brunona Schulza istnieje już tylko na starych fotografiach, w legendzie, we wspomnieniach. A teraz w mojej książce.

– Sporo miejsca w książce poświęca pan Worochcie.

– Nazywanej drugim Zakopanem i to nie był to przypadek. Tamtejsza skocznia powstała w 1922 roku, trzy lata wcześniej od zakopiańskiej Wielkiej Krokwi. W tamtych czasach skoki narciarskie były sensacją, a skoczków uważano wręcz za szaleńców, samobójców. Jeden z mieszkańców Worochty wspominał, że przed skocznią gromadziły się tłumy gapiów w przekonaniu, że będą świadkami tragedii “nieobliczalnych śmiałków, którzy zamiast jak Ikar na skrzydłach lecieli na deskach przywiązanych do nóg”.

W marcu 1922 roku rozegrano na skoczni w Worochcie pierwsze mistrzostwa Polski. Wygrała je walcząca z mężczyznami słynąca z urody Elżbieta Michalewska-Ziętkiewiczowa, jedna z pierwszych na świecie kobiet wykonujących skoki narciarskie. Była prawdziwą sensacją.

Niezwykła jest też historia rodziny Rusinków, pochodzącej z Worochty, która po wojnie osiedliła się w Otmuchowie – tylko dlatego, że udało się jej przekupić wódką, miodem i zegarkiem rosyjskiego dowódcę transportu, którym jechali i skłonić go do zatrzymania pociągu nad pięknym Jeziorem Otmuchowskim. Któregoś dnia odebrałem telefon od 83-letniego Zbigniewa Rusinka, z pytaniem, czy może do mnie przyjechać ze zdjęciami i dokumentami. Odwiedził mnie razem ze starszym o trzy lata bratem Tadeuszem.

Wśród masy zdjęć, które przywieźli i które komentowali, była fotografia sławnego norweskiego skoczka i narciarza Birgera Ruuda, trzykrotnego medalisty olimpijskiego i czterokrotnego medalisty mistrzostw świata, którego ówczesną popularność można porównać do tej, jaka stała się w naszych czasach udziałem Adama Małysza. Okazało się, że młodziutki Tadek Rusinek nosił Ruudowi narty podczas zawodów na skoczni w Worochcie. I ten fakt utkwił mu głęboko w pamięci, a na kartach mojej książki wprowadził go do historii.

– Jaremcze i Worochtę upodobali sobie także polscy malarze.

– Tak jest. Bywali tam Seweryn Obst, Feliks Wygrzywalski, Leon Wyczółkowski czy Kazimierz Sichulski, który swoim gospodarzom w pensjonacie płacił za pobyt swoimi obrazami. To było bardzo atrakcyjne letnisko, a świadczy o tym odnotowany w jednej z kronik fakt, że w 1912 roku wypoczywało tam 2400 osób, wśród których był austriacki następca tronu, potem ostatni cesarz Austro-Węgier Karol I Habsburg.

– Te dwie miejscowości zasłynęły też niesamowitą linią kolejową.

– Rzeczywiście, o ich karierze zadecydowała w dużej mierze linia kolejowa, którą zbudowano w latach 1890-95. Prowadziła ona ze Stanisławowa do Woronienki. Zgodnie twierdzono, że był to po prostu majstersztyk. Trasa liczyła 96 kilometrów, kilkakrotnie przekraczała rzekę Prut, konieczne więc były wiadukty, mosty, tunele. W Jaremczu zbudowano potężny kamienny most z głównym łukiem o rozpiętości 65 metrów – to było wówczas w Europie największe kamienne przęsło.

Na wiele lat most w Jaremczu stał się wzorem dla budowniczych mostów na trasach kolejowych w Alpach włoskich i austriackich.

– Z Morszynem z kolei kojarzy pan najsłynniejszą przedwojenną polską aktorkę Mieczysławę Ćwiklińską. Przywołuje pan anegdotę, którą przechowała pamięć dawnej mieszkanki tego kurortu, a dziś stuletniej nestorki.

– To prawda. Usłyszałem ją od pani Adeli Stolar, która dobiega już stu lat życia i mieszka obecnie w Prudniku. Rzecz dotyczy siostry jej męża Jadwigi Stolarówny, która pracowała w zdroju w Morszynie jako pokojówka. Obsługiwała Ćwiklińską, osobę dość chimeryczną i znerwicowaną. Któregoś dnia pokojówka omal nie straciła pracy posądzona przez rozsierdzoną aktorkę o kradzież jedwabnej apaszki… Okazało się na szczęście, że apaszkę wciągnął odkurzacz i cały straszliwy dramat rozszedł się po kościach… (śmiech).

Morszyn słynął w całej przedwojennej Polsce z wody “Morszanki”, bijącej ze źródła znajdującego się niemal u stóp figury otoczonej kultem Matki Bożej, odwiedzanej często przez kuracjuszy.

– W pana książce pojawia się legendarna postać Łojko Zobara, watażki i bodaj najsłynniejszego koniokrada na świecie.

– Opowieść o tym, jak kradzionym koniom, wyprowadzanym z cudzych stajen, miał zakładać na nogi walonki, by stąpały cicho, to przykład na to, jak niepotwierdzona do końca legenda może ożywić historię jakiegoś miejsca, w tym przypadku uzdrowiska Skole.

– Skole to także mekka europejskich myśliwych. Przekonuje pan w swojej książce, że właśnie Skole na takie miano zasługuje, a nie Białowieża, jak chce wielu.

– Rzeczywiście, istnieje przekonanie, że w okresie międzywojennym najatrakcyjniejsze, najbardziej elitarne polowania organizowano w Białowieży i w Puszczy Białowieskiej. Tymczasem Białowieża zasłynęła głównie ze względów politycznych, bo polował tam na przykład Hermann Goering.

Do Skolego na polowania przyjeżdżali natomiast książę Alfons de Bourbon, a także arystokracja niemiecka, włoska, angielska, holenderska, oczywiście także polska.

Polowano głównie na jelenie i wywożono ze Skolego myśliwskie trofea. Zatrzymywano się często w pałacu rodziny Groedlów. Skole słynęło za sprawą tej rodziny – wielkich przedsiębiorców i gospodarzy, którzy na ogromną skalę produkowali drewno na Węgrzech, gdzie byli nazywani królami węgierskiego drewna. Rodzina postanowiła przenieść swój interes na ziemie dawnej Rzeczpospolitej i kupiła w okolicach Skolego majątek liczący 64 tysiące mórg (jedna morga to około pół hektara), z czego 55 tysięcy to były lasy.

Oprócz nowoczesnych tartaków i świetnie rozwiniętej sieci transportowej Groedlowie stworzyli w Skolem fabrykę mebli, koszykarnię, a na strumieniach okalających miasto założyli hodowlę raków i pstrągów. To było ich miasto i bardzo wiele im zawdzięczało.

– Polskie miasta pozostawione na Kresach w wyniku historycznych zawirowań, a przede wszystkim zamieszkujący je kiedyś, ale także obecnie, ludzie i ich niezwykłe losy są bohaterami pana cyklu książek, który w całości ma powstać w ciągu pięciu-dziesięciu lat. Pierwsza z piętnastu zaplanowanych książek – “Kresowa Atlantyda. Historia i mitologia miast kresowych” – ukazała się w zeszłym roku, tom drugi właśnie wchodzi do księgarń. Co będzie w trzeciej?

– Będzie mowa o sławnej Kołomyi oraz o Zaleszczykach – mieście morelowych sadów i winnic, Chodorowie – mieście cukrowym, Kosowie – huculskim Davos i Kałuszu – mieście dzwonów.

Beata Łabutin, Gazeta.pl, 2013 rok 

(Переглядів 447 , 1 переглядів сьогодні)

About 

Błogosławieni którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Tags:

Газ на авто. Трускавець

Новини Трускавця та регіону

ТОП коментованих за тиждень

  • None found

Оголошення ТВ

  • Запрошуємо юних футболістів
    31.01.2020 | 13:57

    Футбольна школа «КМС» (м. Трускавець) проводить відбір хлопців 2009-2010 р.н. в секцію футболу. Контактний телефон:  096-064-71-97 (тренер Володимир Смола). (Переглядів 1 , 1 переглядів сьогодні) Також читайтеОголошується набір дітей для занять футболом (0)Козацька слобода “Раковець” запрошує на риболовлю (0)Футбольна школа «КМС» поповнилася 12 юними футболістами (0)Трускавчан запрошують на Майдан Незалежності на перегляди футбольних матчів (0)

  • Шукаю роботу з ведення бухгалтерського обліку
    28.01.2020 | 16:00

    Шукаю роботу з ведення бухгалтерського обліку підприємців. Конт. тел. 067-67-27-641. (Переглядів 1 , 1 переглядів сьогодні) Також читайтеКозацька слобода “Раковець” запрошує на риболовлю (0)Запрошуємо спільно відзначити День Соборності України (0)Шукаю роботу з прибирання приватних будинків (0)В музеї міста-курорту відкриють виставку про кримськотатарську спадщину (0)

  • Archive for Оголошення ТВ »

Архіви